Kompozycyjnie być może lepiej by wyglądało, gdybym O nie ruszała, wyróżniła tylko T (podobnie, jak zrobiła to Małgosia Targosz). Ale właśnie chciałam pokazać, że samotność JEST takim zaklętym kręgiem. Nawet pomimo bliskości napierających, stłoczonych (a może tulących się?) liter wokół...
Moja samotność jest też tą z gatunku „w tłumie”. Zastosowanie mrocznych barw, sprawia, że przekaz wydaje się także smutny. Ale chodziło mi o to, żeby jej nie izolować. Stan samotności zasługuje na wyróżnienie! Każdy z nas jest przecież elementem tego tłumu. Ale to, czy poczujemy się dobrze w jego głębi, zależy tylko od nas samych. Nie kojarzy mi się z cierpieniem i ucieczką przed całym światem. Gdyby było inaczej, nie byłoby mi z tym dobrze... To budujący stan ducha.
A sensy pozytywne... Skoro skupiłam się na mrocznej stronie samotności... Skoro nie potrafiłam inaczej, skoro wyszło tak, to chyba niedobrze świadczy o projekcie, przyznaję.
Załączam przeróbkę, a właściwie dwa kolejne warianty:
O!
I to robi wrażenie, stanowczo: ten przekaz w sensie swej logiki jest spójny, wyrazisty i konsekwentny; i to juz nie są warianty, a rzeczy całkowicie nowe!
Zdecydowanie nie pasuje mi krój pisma części pamiętnikowej. To część tak bardzo osobista, że pismo tak mało uduchowione, pasujące raczej do rysunków technicznych, niż do zwierzeń, nie współgra mi energetycznie.
Roman Tomaszewski, ojciec Andrzeja, mawiał, że są pisma, którymi można złożyć słowo ,,beton'' i są pisma, którymi można złożyć słowo ,,mimoza''. Tu pojawiło się bardziej pismo betonowe.
Ponadto z punktu widzenia graficznego kolorystyka jest pewnie idealna, a w każdym razie dobrze oddaje mroczność tematu. Ale opracowanie typograficzne nie może szkodzić czytelności. A tu różnica kolorów (barw, jasności?) jest tak niewielka, że czytanie wymaga dużego wysiłku. Nie jest to już kilka liter stanowiących znak graficzny, tylko wiele zdań, które przede wszystkim mają być wchłonięte i odebrane sercem, a trudność w odczytaniu przeszkadza w tym tak bezpośrednim kontatcie.
Zdecydowanie nie pasuje mi krój pisma części pamiętnikowej. To część tak bardzo osobista, że pismo tak mało uduchowione, pasujące raczej do rysunków technicznych, niż do zwierzeń, nie współgra mi energetycznie.
No właśnie, Gosienia...
Zachęcona słowami Filipa, czułam, że coś osobistego w tym będzie.
A tu mi tego brak.
Nie czuję by było to Ci bliskie, ale to nie kwestia werbalnego przekazu.
To jest surowe, ascetyczne; przypomina charakterem wnętrze mrocznej katedry...
Ale nie pamiętnik, nie z tą wycyzelowaną formą, gdzie w zasadzie nacisk położony jest na kompozycję, nie na przekaz.
Bo graficznie to ta asceza jest ciekawa, szarości (podważone brakiem czytelności) też.
I może duch a tym jakiś jest, ale nie Twój własny.
A jak Ty sama czujesz?
Wydaje mi się, że zrobienie strony z pamiętnika to nie jest prosta sprawa. Bardzo osobista. Ale pamiętniki nieczęsto bywają tak uregulowane, takie... szare, bez emocji. Zwłaszcza, że chcesz nam przekazać coś, co ma dla Ciebie duże znaczenie i zrobiło na Tobie niezatarte wrażenie.
Ta nieadekwatność formy i treści... przeszkadza mi.
Jeżeli chodzi o przekaz, to zrobiło się bardziej cierpiąco, niż samotnie. Całość sprawia wrażenie cierpienia w stanie osamotnienia, niż samotności znoszonej w bólu. To dwa różne stany psychiczne.
Jak już wspominałam, samotność nie kojarzy mi się z niemiłosierną męką. Cierpienie, owszem, boli i znoszone musi być w samotności, najlepiej w pełni świadomości.
Jeżeli chodzi o przekaz, to zrobiło się bardziej cierpiąco, niż samotnie. Całość sprawia wrażenie cierpienia w stanie osamotnienia, niż samotności znoszonej w bólu. To dwa różne stany psychiczne.
Jeśli chodzi o przekaz, to jego odbiór równie dobrze może być sugerowany naszymy prywatnymi doświadczeniami; czyli tak subtelne intymności, jakie stara nam sie pokazać Małgosia, są na tyle niezwerbalizowane, że werbalizacja owa należy już li tylko do każdego z osobna. Dlatego też...
Jak już wspominałam, samotność nie kojarzy mi się z niemiłosierną męką. Cierpienie, owszem, boli i znoszone musi być w samotności, najlepiej w pełni świadomości.
... przeżywanie samotności czy cierpienia zostawmy każdemu do jego własnej dyspozycji. Tu nikomu nic nie można narzucić, a jedynie wyrazić siebie.
Mi nie o rozgraniczenie samotności w bólu czy cierpienia w osamotnieniu chodziło, a jedynie o bardziej świadome "sprzedanie" nam siebie, o sprecyzowanie formy przekazu, bo sama treść w swojej złożoności doprecyzowana być nie może.